I tak nic nie rozumiem! - O motywowaniu do nauki
ABY POBRAĆ, WYPEŁNIJ PONIŻSZY FORMULARZ:
* Dane wymagane

** Na podany adres e-mail zostanie wysłany odnośnik do pełnej wersji darmowego e-booka.

Za mną wiele lat pracy w zawodzie. Doszłam do wniosku, że największym szkolnym problemem jest brak motywacji uczniów do nauki! Wiedziałam o tym zawsze, więc nie jest to nowe odkrycie... Na lekcjach matematyki widać to szczególnie. Ile wysiłków trzeba włożyć, by zainteresować uczniów tematem!

Gdy uczyłam w liceum, moimi uczniami zostawali uczniowie już na matematykę obrażeni. Nie tylko nie mieli chęci do nauki, ale byli wręcz przekonani, że nie są w stanie jej pojąć. Pamiętam Julię, która na moją prośbę o odwrócenie się do tablicy, odparła: „Po co? I tak nic nie zrozumiem!”. Problem nie dotyczy tylko matematyki. Powiedzmy sobie otwarcie – czasy powszechnej, naturalnej motywacji wewnętrznej uczniów do nauki minęły. Właściwie trudno się dziwić – tyle ciekawszych spraw jest wokół… A tu szkoła odgórnie wymyśla, czego młodzi ludzie mają się uczyć. I jeszcze oczekuje, że oni się ochoczo temu podporządkują.

O tempora, o mores!

Nikt nie pyta uczniów, czego chcą się uczyć. Program nauczania jest wymyślony przez dorosłych. Dziwi nas, że uczniowie nie są zainteresowani przekazywaną przez nas nauczycieli wiedzą. Zapominamy, że oni uczą się w szkole kilkunastu przedmiotów, a dodatkowo mają swoje indywidualne zainteresowania. Wspaniale, jeśli mamy naturalny dar porywania ludzi i dzielenia się własną pasją, ale w końcu nie jest to talent dany wszystkim. Co ma zatem robić zwykły nauczyciel stojący przed klasą złożoną z uczniów i uczennic takich jak Julia? Pewną nadzieję dają nowoczesne metody nauczania. Tylko jak je poznać i jak zdobyć się na odwagę w ich stosowaniu?

 Przyznajmy, znacznie łatwiej jest ponarzekać na uczniów, że nie chcą przyswajać wszystkich tych cennych informacji, które przekazujemy im my, mądrzy ludzie. Jakiś czas temu uczestniczyłam w szkole trenerów. Zaskoczyło mnie, że tyle czasu i energii zostało poświęcone nauce metod i sposobów prowadzenia warsztatów oraz wiedzy na temat tego, jak się ludzie uczą. Najpierw bada się oczekiwania ludzi, potem starannie planuje warsztaty, dobierając ćwiczenia i metody pod kątem formy i samopoczucia uczestników, pytając wciąż, czy chcą, czy mogą, czy się zgadzają... Monitoruje się proces, ewaluuje warsztaty, zaprasza superwizorów wskazujących, jak poprawić pracę z grupą. Zaleca się na przykład prowadzenie warsztatów parami, ograniczenie liczebności grupy do 16. Ważna jest też higiena pracy – nie za długo, broń Boże nie monotonnie, nie za dużo wiadomości i koniecznie materiały pomocnicze w pięknej teczce. No tak, a jak się ma ta wiedza do naszych ponadtrzydziestoosobowych klas? Dlaczego lekcji nie prowadzą dwaj nauczyciele? Czy w ogóle ktoś bada oczekiwania uczniów? Dlaczego tak poważnie traktujemy dorosłego, a z tak małą uwagą młodego człowieka?